Droga Krzyżowa - I (konformistów ...)


I – Pan Jezus skazany na śmierć

Piłat, mógł Go obronić, mógł znaleźć inne wyjście, ale ... wygodniej było umyć ręce.

Konformizm, wygoda, święty spokój... byle tylko nie narażać się niepotrzebnie, byle nie stracić posadki ...

 

Ileż to razy w moim codziennym życiu wygodnie i po cichutku umywam ręce, bo tak wygodniej i bardziej bezpiecznie, bo po co się szarpać i nadstawiać niepotrzebnie karku? Mógłbym pomóc, mógłbym być wielki i znaleźć inne wyjście, ale ja wolę się odciąć, zbyć sprawę, być malutki i nijaki, byle tylko sobie nie zaszkodzić, byle nie zaszkodzić swojej karierce, nie stracić pozycji, stanowiska, twarzy ...

 

Mali „piłaci” obecnego czasu ... ileż ich dzisiaj jest, stale umywający ręce w lękliwym geście tchórzostwa. Iluż jeszcze konformistów wyda Jezusa na śmierć, dla świętego spokoju?

 

I Chrystus jest znowu skazywany, biczowany, maltretowany, bo mnie nie stać było na wyraziste opowiedzenie się za Nim ...

... obecnym w każdym cierpiącym bracie ...


II – Pan Jezus bierze krzyż

Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. (Mt 10,38)

A co to może znaczyć w moim życiu?

 

Każdy z nas ma swój własny krzyż do dźwigania ... tylko ...

 

... co to może konkretnie znaczyć w moim życiu?

 

Boję się krzyża, boję się cierpienia, boję się kłopotów i choroby, boję się niezabezpieczonej przyszłości, schorowanej starości... Zarabiam, zabiegam, oszczędzam, płacę ubezpieczenia (z których i tak korzystają inni, a nie ja) i ... lękam się niepewnego jutra, boję się krzyża.

 

A on i tak mnie nie ominie.

 

Czy nie lepiej więc nieść go z Chrystusem, w Jego towarzystwie, wiedząc że On także powiedział: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. (Mt 11,28)

 

Krzyż, choroba, cierpienie cię nie ominą. Chcesz być sam na sam z tą rzeczywistością, czy raczej iść za Nim, niosąc razem z Nim twój krzyż, po Jego drodze krzyżowej?


III – Pierwszy upadek

A czy ty pamiętasz twój pierwszy upadek, twój pierwszy grzech, twoje pierwsze „potknięcie”?

Ile innych było później?

 

Coraz gorsze, coraz poważniejsze i... coraz mniejsze wyrzuty sumienia.

 

Kolejne grzechy, kolejne świństwa, kolejne zaparcia się Chrystusa,

... kolejne rzucenie Go na kolana, na twarz ... na bruk ...

 

Każdy twój grzech, każdy twój upadek ma swoje lustrzane odbicie w upadkach Chrystusa... Ile ich jeszcze pozostało w twoim życiu? Ile razy jeszcze rzucisz Nim o ziemię?

 

Pierwszy upadek ... taki niewinny .. i następne już coraz poważniejsze i coraz bardziej świadome. A może by tak zacząć uważać i zastanowić się czasami przed upadkiem, do czego to może doprowadzić? A może by tak nie rzucać Chrystusa co raz to brutalnie na kolana?


IV – Spotkanie z Matką

Matka,

 

Ona nie musi nawet mówić, Jej nie musisz nic tłumaczyć. Ona spojrzy i rozumie wszystko.

Tak spotkała Matka...

Syna ...

na Jego krzyżowej drodze

i zrozumiała co znaczą słowa Symeona:

 

A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. (Łk 2,35)

 

A ty, czy nie zapomniałeś, że masz matkę, że masz też Matkę, tę samą, rozumiejącą bez słów i bez niepotrzebnego gadania.

 

A jeśli spotkasz Ją na swojej drodze ... nie uciekaj od Niej, Ona rozumie wszystko bez zbędnych słów. Ona - Wszechmocy błagająca ... Ona jednym spojrzeniem dająca ukojenie. Matka... jedno słowo, które tak wiele znaczy ... nawet dla Syna Bożego ...


V – Pomoc Szymona Cyrenejczyka

Idąc drogą swojego życia tak naprawdę idziesz stale Jego droga krzyżową. I możesz na niej być:

 

- gapiem, z ciekawością przyglądającym się tylko niecodziennemu widowisku,

- bezmyślnym i tępym żołdakiem znęcającym się nad bezbronnym,

- stojącym z daleka i nie okazującym żadnych uczuć, chłodnym, obojętnym, niezaangażowanym...,

... możesz... być zapatrzonym tylko w siebie i koniec swojego nosa ...

 

Ale możesz też pomóc, ulżyć, wesprzeć, choćby nawet odrobinę na siłę i wbrew Twojej rozleniwionej woli ...

... możesz nie być obojętnym, bezdusznym, nijakim, egoistą ...

... możesz... nie być zapatrzonym tylko w siebie i koniec swojego nosa ...

 

Zaprawdę, powiadam wam:

- Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście to uczynili. (Mt 25,40)

- Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. (Mt 25,45)


VI – Spotkanie ze św. Weroniką

Niewiele mogła. Prosty, zwyczajny, ludzki gest. Jak się przedarła przez kordon żołnierzy? A przecież się bała tak jak i ci wszyscy inni, patrzący z daleka. Przecież mogła zostać pobita, pchnięta, odtrącona. Odwaga zwykłej kobiety. Czy była jedną z tych, które usługiwały Jezusowi, czy tylko przechodniem na Jego drodze?

 

Przechodniem, który po prostu zauważył cierpienie ... zauważył cierpiącego i nie bał się.

 

A ilu przechodzi obok mnie, z cierpieniem na twarzy, a ja nawet nie zwracam uwagi, albo się boję? Iluż potrzebujących tego zwykłego gestu minęło mnie już na mojej drodze, a ja nie zauważyłem, zlekceważyłem, zaparzony w siebie?

 

Weroniko naucz mnie, jak pokonać strach i obojętność, jak nie przechodzić obok cierpiącego obojętnie ...


VII – Drugi upadek

Niewielki kamień na drodze, potknięcie, utrata równowagi ... Nawet nie zauważyłeś jak i kiedy twoje grzechy stały się coraz częstsze i coraz poważniejsze. Kiedyś jeszcze walczyłeś, próbowałeś się nie poddawać... czasem nawet ci się udawało. Od jakiegoś czasu już nie walczysz, padasz w błoto bez walki, bez wysiłku, nawet bez próby oporu. A twoje upadki stają się prawie normalne, niezauważalne, zawsze wytłumaczalne i usprawiedliwione.

 

To, co kiedyś było nienormalne i trudne do przyjęcia, nie do zaakceptowania, staje się „normalką”, staje się normą. Dla wielu swoich grzechów, nałogów, słabości i upadków znalazłeś już usprawiedliwienie i wytłumaczenie. To przecież takie naturalne, jestem tylko człowiekiem, nie można zmienić natury ... itd., itp. I leżysz już coraz dłużej i wstać ani podnieść się ... już ci się nie chce, nie masz ochoty. A każdy następny upadek jest coraz głębszy i coraz bardziej niebezpieczny. I sił w tobie już coraz mniej i motywacje do powstania coraz słabsze.

 

Drugi upadek Jezusa, to dla ciebie przypomnienie, ostrzeżenie ALARM !!! który powinien zapalić czerwone światełko w twojej duszy. Możesz jeszcze powstać, zmienić coś w swoim życiu, tylko się nie zgadzaj na marazm i zniechęcenie, tylko nie usprawiedliwiaj i nie lekceważ twoich grzechów.

 

MOŻESZ JESZCZE POWSTAĆ.


VIII – Spotkanie z płaczącymi niewiastami

Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi ! (Łk 23,28)

 

Czy nie jest to raczej przestroga dla nas, abyśmy naszego Wielkiego Postu nie ograniczali do sentymentalnych tylko wzruszeń? Czy nie jest tak, że łatwo się wzruszamy biedą i nieszczęściem innych, ale dalej, poza to wzruszenie już nie wyjdziemy? Czy nie jest tak, że sentymentalizm w sprawach religijnych zastępuje nam najczęściej właściwe nawrócenie i zmianę życia?

 

Tak łatwo się wzruszyć, tak łatwo na tym poziomie uczuciowo-sentymentalnym pozostać, a przecież nie o to chodzi i nie po to Chrystus sam siebie wydał na mękę i śmierć, abyśmy się wzruszali ... Wzruszenia są najczęściej tylko niebezpiecznym zastępnikiem, usypiającym wolę i pozwalającym nam na nic nie robienie.

 

Nie płacz, nie rozczulaj się... ale zrób coś !!!


IX – Trzeci upadek

Trzeci, najgorszy upadek i wydaje ci się, że już nie masz ani siły, ani wystarczająco dosyć silnej woli aby powstać. Jesteś obolały i zniszczony. Wydaje ci się, że to już absolutny koniec i że nie podniesiesz się już, i nie pójdziesz dalej. Grzechy przywaliły cię już tak bardzo, że odczuwasz pokusę zostania tu gdzie upadłeś, poddania się, dania za wygraną. Widzisz z przerażającą wyrazistością, jak daleko zaprowadziły cię twoje własne grzechy, słabości i nałogi. I tak dobrze by było już nic nie robić, poddać się, nie powstawać, nie szarpać się, zgodzić się na wszystko, załamać się, uznać się za przegranego ...

 

To takie kuszące, takie wygodne. Przecież tyle się już naszarpałeś, tyle razy próbowałeś ... i NIC ! Po co więc dalej udowadniać sobie i innym coś, co jest niemożliwe. Pokusa pozostania, poddania się, odpuszczenia sobie tej bezsensownej walki jest stale obecna w twoim życiu, stale czai się gdzieś za kolejnym rogiem, za kolejnym upadkiem, kolejnym grzechem ...

 

A może już dawno upadłeś i leżysz, i co więcej udowadniasz sobie, że ci tu dobrze, że nie ma po co się dźwigać...

 

A przecież to jeszcze nie koniec, przecież możesz jak On, powstać, bo On właśnie po to po raz trzeci się podniósł, abyś i ty nie pozostał w połowie drogi, w marazmie i w beznadziei, w apatii i bezsensie.


X – Obnażenie

Jesteś przekonany o swojej doskonałości, o swojej wielkości, o swojej perfekcyjności. Nikt nie może ci nic zarzucić... pławisz się w samouwielbieniu, krytykujesz i „obrabiasz” wszystkich wokół ciebie, byle tylko nie widzieć, że twoja twarz nie jest tak doskonała. Żyjesz w ustawicznym zakłamaniu, w obłudzie, w przekonaniu o swojej nieomylności, o swojej doskonałości, o swojej prawości i uczciwości I NAGLE !!! ....

 

Ktoś cię zdemaskuje, ktoś obnaży twoje słabości, ktoś odkryje twoje ukryte i nie zawsze czyste zamiary i intencje, ktoś pokaże ci twoją własną - brzydką twarz ....

 

Och!!!, jak to boli, jak bardzo boli i piecze, takie obnażenie, takie odarcie ze złudzeń i kłamstw, w które nawet ty sam już wierzyłeś! To gorsze niż być wystawionym nago na pośmiewisko pospólstwa... to gorsze niż wstyd bycia nagim ...

 

A może byś sam zdjął te wszystkie maski i zmył makijaże i zobaczył, że nie jesteś wcale taki dobry i wcale taki doskonały, jak ci się wydaje? A może byś przyznał się do swoich pomyłek i zobaczył swoje grzechy i brudy, w których się od lat pławisz? Może nie trzeba by było robić bolesnej wiwisekcji, odarcia, obnażenia?

 

Panie, odarty z szat... to dla mnie, abym umiał się przyznać do moich grzechów i słabości ... abym nie był taki pyszny i zarozumiały, przystrojony we wszystkie szatki mojej fałszywej doskonałości.


XI – Przybicie do krzyża

Nie wystarczyło biczowania, ukoronowania cierniem, upadków i pośmiewiska... jeszcze i to - ukrzyżowanie... przybicie rąk i nóg gwoździami do drzewa... Po co? Dlaczego? Przecież tę ręce rozdawały chleb i rybę, przecież te ręce uzdrawiały i błogosławiły, przecież te ręce nie zrobiły nic złego, przecież te nogi niosły Go do miast i wiosek, aby ubogim nieść Dobrą Nowinę... Dlaczego więc i po co jeszcze i ta tortura?

 

A co robią moje ręce? Gdzie niosą mnie moje nogi?

Czy moje ręce są zawsze zajęte dobrem? Czy moje nogi zawsze ku dobru mnie prowadzą? A jeśli nie ...?


XII – Śmierć na krzyżu

I wydawać by się mogło, że to tutaj jest koniec, że tutaj, w tym momencie spełniają się wszystkie proroctwa i że dokonuje się Jego życie, że tutaj kończy się dramat i dzieło Życia Syna Bożego – Jezusa Chrystusa.

Odeszli spod krzyża Jego uczniowie zawiedzeni, „bo myśmy się spodziewali (Łk 24,21)

 

Pogrzebane nadzieje, stracone złudzenia ... a życie miało być takie piękne i tyle obiecywało ... kończy się śmiercią, bardziej lub mniej brutalną, a jeśli jeszcze w cierpieniu, to może by cierpienia skrócić przez „miłosierny akt eutanazji” – najbardziej przewrotny i perwersyjny „akt miłosierdzia” wobec umierającego. Więc „jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. (J 19,34)

 

I tak ma się skończyć posłannictwo ZBAWICIELA ŚWIATA, bezsilnym i beznadziejnym „wykonało się”?

Jakże często poddaję się takim przygnębiającym myślom. Jakże często popadam w zniechęcenie, marazm i apatię. Czy to jest rzeczywiście koniec i poza tym tragicznym końcem nie chcę już nic widzieć?


XIII – Zdjęcie z krzyża

Zakończył się dramat, dokonana została najbardziej niesamowita zbrodnia w dziejach ludzkości. Zabito Boga! I oto Jego Ciało... Ciało Syna Bożego oddano Matce. Ona Mu je dała 33 lata temu, w Betlejem – Domu Chleba i Ona je z powrotem otrzymuje tu, na Golgocie – Wzgórzu Czaszki.

 

A między tymi dwoma momentami jest całe Jego życie i jest Wieczernik... i Jego słowa:

Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. (Mt 26,26)

 

Oto właśnie Jego Ciało... za nas wydane... a „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. (J 6,54-55)


XIV – Złożenie do grobu

A może to jest już koniec? Czy tak już ma pozostać? Czy złożenie do grobu jest ostatnim aktem tej tragedii? Jeśli tak to: „... daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara.(1 Kor 15,14), to powiedzmy sobie szczerze nic nie ma sensu i całe nasze życie jest absurdem, i powiedzmy sobie szczerze my wszyscy: „którzy tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania. (1 Kor 15,19)

 

Ale po Wielkim Piątku Ukrzyżowania nastąpiła przecież Wielka Niedziela Zmartwychwstania. Kto z Nim nie przeszedł przez śmierć, nie może oczekiwać także zmartwychwstania.

 

Czy ja aby na pewno zdaję sobie z tego sprawę?